Listopadowa impreza w rejonie
Piaseczna miała na celu głównie wizytę w zajezdni trolejbusowej, jak również
zajechanie w kilka magicznych miejsc warszawskiej sieci autobusowej.
Początek jak zwykle przy Metro Politechnika. Tym razem godzina 10:00 i odwrotny
kierunek. Autobus - 9009, Ikarus 280 z białym pasem u dołu i różnymi historycznymi gadżetami w środku. Za kierownicą kursanci prawa jazdy - co
odbiło się na prędkości jazdy i technice wjeżdżania na pętle ;-)) Po
udobruchaniu kierowcy, któremu trochę się naraziliśmy i po złożeniu życzeń
wszystkim Marcinom ruszyliśmy w drogę sprzedając okolicznościowe bilety.
Pierwszy punkt programu: Dworzec Południowy. Tu kiedyś zaczynała się linia
trolejbusowa 51. Zaparkowaliśmy na przystanku technicznym i nie bez trudu,
przy pomocy czerwonej folii i wykonanych pracowicie przez Zombika cyferek,
nadaliśmy przegubkowi nowy numer taborowy. W kasetach pojawiły się oryginalne tablice 51 i już wóz pozował do zdjęcia w pięknym słoneczku.
Ruszyliśmy trasą trolejbusu 51. Mijani z przeciwka kierowcy 709 i 727 o mało
nie powodowali wypadków widząc dziwny autobus na linii 51. Przy Wałbrzyskiej
część ludzi próbowała gonić nasz autobus (udało się to jedynie Czesiowi,
który się spóźnił na Politechnikę). Po drodze zajechaliśmy na nieczynną
pętlę w Dąbrówce, tam gdzie w epoce przedtrolejbusowej kończyła bieg linia
131, a później jeszcze jakiś czas 715 i 707. W końcu dotarliśmy do zajezdni
R12 w Piasecznie i wjechaliśmy na plac z trolejbusami. Dostaliśmy wolną rękę
w oglądaniu taboru, więc każdy z uczestników mógł się dokładnie zapoznać z
każdym z 31 trajtków i 8 przyczepek. Największe zainteresowanie budziły
oczywiście sympatyczne szwajcary. Miały się one nieco lepiej niż jelcze,
których stan był już tragiczny. |


 |
Po zwiedzeniu zajezdni i pożegnaniu się z trajtkami, udaliśmy się na pętlę
Polkolor, gdzie wykonaliśmy kilka zdjęć m.in. z tablicami linii 210, 205bis.
Następnie pojechaliśmy do Julianowa, gdzie w latach 1993-95 kursowała linia
725, a obecnie dociera PKS (minęliśmy nawet jednego L11). Z Julianowa przejechaliśmy całą trasą dawnego 725 przez Piaseczno, Zalesie Dolne,
Gołków, Kamionkę do Bobrowca, Przed pętlą znów minęliśmy pksowe L11
kursujące na trasie dawnego 725. Po drodze w Piasecznie, tradycyjnie zabraliśmy pasażerów. Tym razem 'łebkiem' była starsza pani która widząc
numer 725 zamachała na nas po czym oznajmiła że chce dojechać do hotelu w
Bobrowcu. Nie mogła wyjść z podziwu że dojedzie ekspresowo do samego
Bobrowca, dostała pamiątkowy bilet, a na dodatek została poczęstowana imieninową krówką.
Wracając z Bobrowca wjechaliśmy jeszcze na pętlę Gołków. Czas naglił więc
wykonano zdjęcie już tylko z linią 218. Stamtąd drogą przez Jazgarzew i
Zalesie Górne (tamtędy akurat miejskie nigdy nie jeździły, poza ekstrówką do
Czachówka) dojechaliśmy do zapomnianej pętli Chojnów. Od lat 50-tych do 1988
roku służyła ona za kraniec linii sezonowej CHOJNÓW. |

|
|
Ruszyliśmy z powrotem do Warszawy, aby porobić jeszcze trochę zdjęć na
Ursynowie. Czasu zrobiło się niewiele, słońce się zbierało do chowania, więc
fotostopy miały miejsce jedynie na opustoszałym Ursynowie Południowym (195
495), na Natolinie (483 486 - wiele osób nie miało pojęcia co to za linie -
podpowiem: obecne 503 i 505) oraz przy bloku "Alternatywy 4" na Cynamonowej
(177). Na koniec została jeszcze jedna niebagatelna atrakcja: pętla Wolica. Do 1990
roku dojeżdżała tam linia 104, z tym że ulica Nowoursynowska pokryta była
kocimi łbami, a w praktyce ogromnymi kałużami. Teraz duża część pokryta jest
betonową kostką, ale ostatni odcinek, wraz z "pętlą" obok czworaków pozostał
brukowany. Zrobienie kółka po ciasnej pętli nie udało się kursantowi, musiał
więc pokazać swoje umiejętności zawracania przegubem 'na trójkąt', wjeżdżając przy tym na czyjeś podwórko. Pętla Wolica po 10 latach znów
poszła w ruch. Jedna z mieszkanek tego zapomnianego zakątka nawet się spytała czy to już przywrócili 104.
Po wygrzebaniu się z placyku przed czworakami ruszyliśmy w drogę do zajezdni
wysadzając po drodze wszystkich chętnych. |

|
Podsumowując, impreza znów zakończyła się sukcesem, choć cały plan nie
został zrealizowany (zwłaszcza w sferze zdjęciowo-numerowej). Może był zbyt
ambitny, a może za mało osób chciało przyklejać numery, a za dużo czekało na
możliwość zrobienia zdjęcia. Na pewno następna impreza będzie jeszcze
doskonalsza.
Ale już na żadnej imprezie nie będzie możliwości zobaczenia warszawskich
trolejbusów. I to największa strata dla tych co nie dopisali.
|
|