Science-fiction
Zemuny w Warszawie, czyli są rzeczy, które nie śniły się dyspozytorom.


W połowie marca nasi podwarszawscy wywiadowcy sfotografowali wyjeżdżający na trasę linii 310 przegubowy autobus PKS Grodzisk. Autobus
wielce ciekawy, bo przegubowy Ikarus made in Yugoslavia. Wydawało się, że oprócz służącej jako pogotowie sekcji A innego egzemplarza PKS
nie posiada już takich autobusów. Wobec faktu, że brygady 310 wykonują kursy wtyczkowe na linii 171, która jest jedną z najbardziej obłożonych
postanowili przystosować do ruchu zachomikowane w halach w Grodzisku szczątki ocalałego zemuna.
Stało się jednak coś bardzo dziwnego, bowiem od początku kursowania nikt nie widział tego cuda w Warszawie. Od tamtego czasu przegub nie
pojawił się w żadej z baz PKSu....


Jak sięgamy pamięcią nie jest to jedyny tajemniczy kurs zemuna. W połowie lat 80. planowano zaszczepić w MZK ten model. Pracownicy Ikarusa
bardzo się starali, odwiedzili nawet fabrykę Ikarusa węgierskiego, z oczywistych względów nie uzyskali jednak zbyt wielu rad. A że było to w
czasie produkcji dla Warszawy tzw. pomarańczek, czyli solówek z 1985 roku, podejrzeli numery lakierów. W końcu przyszły dwa - jeden jak zwykły
przegubowiec, drugi jako eksperymentalny trolejbus, o czym niżej. Oba trafiły do R-12. Autobus planowano przeznaczyć do obsługi tras podmiejskich
w ramach wyrównywania standardów PKS-MZK. Testy były owiane mgiełką tajemnicy. Przez kilka tygodni 3000 nie jeździł głównie po halach. Na
okoliczność wizyty premiera Jugosławi zorganizowano prezentację. Autobus jeździł sobie z dala od zgiełku po Siekierkach otablicowany jako 108.
Po odstawieniu oficjeli do Domu Partii bus miał zjechać do zakładu. Jednakże nie wrócił do zajezdni. Kierowcę znaleziono po trzech dniach u jego ciotki
w Dłutówku. Nic nie pamiętał, ani jak się tam znalazł, ani tego, że w ogóle jeździł autobusem. Ponoć ktoś opowiadał, że w 1995 roku widział w jakimś
zemunie gdzieś w Polsce w środku szczątki nalepek MZK, ale nie udało się tego potwierdzić.


Razem z tajemniczym #3000 trafiła próba taniego trolejbusu przegubowego na bazie ik160p. Klątwa zawisła jednak nad nim jak nad pozostałymi.
Zaledwie po wykonaniu jednego kółka na Dw. Południowy kierownik ruszając ze Szkolnej ani miał zamiaru skęcać w lewo. Pojechał prosto. Urwał
się z trakcji. Ostatnia osoba widziała go gdzieś za Zalesiem. Parę lat później w trakcie rutynowych odwiedzin babci Stasiakowej przez dzielnicowego
Kuźnickiego w Tąpadłach w szczecińskiem znalazł on w komórce fotel autobusowy oraz "film" podpisane "T051". Babcia zapytana o te fanty zaczęła
coś bredzić najpierw o I wojnie Światowej, później o wyprawach krzyżowych, a na koniec wykrzykując coś po hebrajsku uciekła. Później widziano
ją parę razy z jeleniami w pobliskim lesie. Dzielnicowy dwa dni po wizycie miał wypadek samochodowy - wjechał pod... zemuna jakiegoś pks-u.
Nic mu się nie stało, ale stracił pamięć i kontakt ze światem. Człowieka łudząco podobnego do kierowcy leciwy dyspozytor R12 widział oglądając
dziennik TV. Ów człowiek organizował powstanie w połundiowo-zachodniej Birmie.
Są jednak na tym świecie rzeczy, które nie śniły się dyspozytorom...


powrót na I stronę...
z nieznanych kart oferty Autosana...
militarne pojazdy komunikacji miejskiej...
niecodzienne adaptacje...

Autor zdjęć oryginalnych: Marcin Stiasny
Wariacje - Robert Sokołowki (Wszelkie prawa zastrzeżone)