STRONA GŁÓWNA > Podróże PRZEGUBOWCA > Oradea 1999

ORADEA 1999
czyli pierwsze kroki w Rumunii

Witająca Nowy Rok 2000 mieszana ekipa PRZEGUBOWCA i Nowinek z Pyrogrodu postanowiła po raz kolejny zakosztować czegoś absolutnie nowego. W ramach pobytu w Budapeszcie wykorzystano bliskość granicy kraju niezbyt nam znanego i kojarzącego się raczej ze wschodnim ubóstwem i cygańskimi żebrakami. Na swój pierwszy podbój Rumunii udaliśmy się do znajdującego się tuż za granicą miasta Oradea, znanego też jako Nagyvárad lub Großwardein.
Pierwsze tramwaje w Oradei, a właściwie jeszcze w Nagyvárad uruchomiono w 1890 roku. Były to tramwaje konne. Elektryczny normalnotorowy tramwaj po ulicach tego miasta pojechał w roku 1905. Nigdy nie była to wielka sieć, przez długi czas miała kształt krzyża z węzłem na Piata Independentei. Przez kilkadziesiąt lat jedynymi zmianami było wydłużenie linii do zakładów Sinteza i wycofanie tramwajów ze staromiejskiego deptaka. Dopiero w latach 80-tych zmodyfikowano sieć tworząc obwód wokół centrum, a na początku lat 90-tych wraz z likwidacją ruchu towarowego zlikwidowano linię do dworca Oradea Est, gdzie sieć była połączona z koleją CFR.
Tabor tramwajowy nie jest zbyt oryginalny. Cały tabor stanowią 32 sztuki Tatr KT4D z lat 1977-78 kupione w 1997 r. z Berlina oraz 42 wagony Tatra T4D (1969-77) kupione w latach 1994-97 z Magdeburga. Do tych ostatnich dokupiono również 23 wagony doczepne B4D. Nie jeździ już żaden z typowych rumuńskich tramwajów rodem z Timiszoary. Zeszrotowano także małe lokomotywki służące do obsługi ruchu towarowego.
Już sama granica w Biharkeresztes / Episcopia Bihor była dla nas miłym zaskoczeniem. Straszeni przez malkontentów przygotowaliśmy się na wręczanie łapówek na lewo i prawo. Tymczasem rumuńscy pogranicznicy powitali nas bardzo serdecznie, popisując się przy okazji swoją nienaganną polszczyzną. Rozbawienie wzbudził też rumuński konduktor, który umilał sobie pracę odpalając w wagonie petardy. Po smutnych i zasadniczych węgierskich funkcjonariuszach MÁV-u i straży granicznej Rumuni wydali się nam ultrasympatyczni.
Dotarliśmy do Oradei około południa. Dzień był trochę pochmurny i dżdżysty, panowała aura smutno-zimowa. Dworzec zrobił na nas przygnębiające wrażenie: poczekalnia pełna cyganów, wszędzie bród, smród i podejrzane typki. Nie mogliśmy też znaleźć żadnego kantoru wymiany walut, a na hasło bankomat ludzie wskazywali automat telefoniczny. Robiło się nieciekawie, gdyż nikt z nas nie miał rumuńskiej waluty, czyli leji.
Przed dworcem powitały nas berlińskie tramwaje KT4D. Z braku możliwości zakupu biletu udaliśmy się pieszo w stronę centrum. Na większym skrzyżowaniu ulicy Str. Republicii znalazł się i kantor, i bankomat i nawet McDonald’s, przez co nastroje uległy wyraźnej poprawie. Ruszyliśmy zwiedzać sieć tramwajową.
Pierwszą zdobytą przez nas linią była jedynka, która po objechaniu centrum jedzie przez osiedle bloków Rogerius, a następnie mijając awaryjną pętlę przed wiaduktem kolejowym, wjeżdża na długą prostą wzdłuż ulicy Calea Borşului, biegnącej przez tereny przemysłowe w stronę węgierskiej granicy. Po 2,5 km jazdy dojeżdża na pętlę przy zakładach Sinteza. Po drodze mieliśmy rzadką okazję podziwiać i obfotografować skład tramwajów KT4+T4, który powstał dla potrzeb holowania zepsutej Tatry do zajezdni. Sprzęgi Scharfenberga pokazały wszystkie swoje zalety.
Z pętli Sinteza przejechaliśmy „jedynką” na drugą stroną rzeki Szybki Keresz (Crişul Repede), do tzw. Nowego Miasta, gdzie przesiedliśmy się na dwójkę jadącą do dzielnicy domków jednorodzinnych Ioşia. To najbardziej malownicza linia. Tramwaj jedzie nieutwardzonymi uliczkami pośród typowych niskich bałkańskich domków, po czym zawraca na pętli przed torami kolejowymi linii do Aradu. W drugą stronę „dwójka” przejeżdża przez główny plac Nowego Miasta, znajdujący się nad Kereszem Piata Unirii, po czym dojeżdża do Piata Independentei, wielkiego wygonu ozdobionego olbrzymim blokiem mieszkalnym. To prawdopodobnie lokalna pozostałość urbanistyczna po czasach Nikolae Ceasescu. Z tego miejsca „dwójka” kieruje się na południe ulicą Str. Dimitrie Cantemir, którą wśród ponurych rumuńskich bloków dociera do pętli Nufărul, za którą rozciągają się już rumuńskie stepy. 
Po powrocie do Str. Republicii mieliśmy już całą sięć zaliczoną, więc pozostały czas wykorzystaliśmy na bliższe zaznajomienie się ze starówką. Jej główną ulicą, obecnie deptakiem handlowym jest Str. Republicii. Stanowi ona jakby średnicę tramwajowego obwodu śródmieścia. Na drugim końcu znajduje się bowiem most nad Kereszem i Piata Unirii, coś na kształt rynku. W obrębie starówki znajduje się kilka zabytkowych cerkwi i parę interesujących secesyjnych kamienic.
Wieczorem, w oczekiwaniu na pociąg powrotny nasz zachwyt wzbudziły pociągi udające się w różnych egzotycznie brzmiących kierunkach. W Oradei stosowana jest tylko trakcja spalinowa (odpowiedniki ST43), a pociągi ogrzewane są parą. Przewody grzewcze są nieszczelne, więc wielkie kłęby pary wydobywają się na zewnątrz z różnych zakamarków wagonów tworząc na obskurnym dworcu zupełnie nieziemską atmosferę.
Powrót przez granicę odbył się równie bezproblemowo, pożegnali nas miło ci sami pogranicznicy i w spokoju pełni wrażeń wróciliśmy do Budapesztu.
Podsumowując - wizyta w Oradei mile nas zaskoczyła. Spodziewaliśmy się nędzy porównywalnej z Rosją czy Ukrainą. Zobaczyliśmy normalny kraj Europy Środkowej, takie nieco biedniejsze Węgry (warto tu zaznaczyć, że Węgry wyglądają dużo gorzej niż Polska). Z pewnością zachęciło nas to do dalszego poznawania tego bardzo przecież ciekawego kraju.

Oradea
Str.Lacul Roşu
Tatra T4D

Oradea
Str. Antonescu
Tatra KT4D

Oradea
Calea Broşului
Tatra KT4D+T4D

Oradea
Nufărul
Ikarus 260.43

Oradea
Nufărul
Saviem SC10

Oradea
Gara CFR

Oradea
Str.Republicii
Tatra KT4D

Oradea
Str.Antonescu
Tatra KT4D

Oradea
Nufărul
Rocar 112

Oradea
Nufărul
Ikarus 280

Oradea
Gara CFR


Oradea
Gara CFR

 


© PRZEGUBOWIEC 1998-2007