STRONA GŁÓWNA > Podróże PRZEGUBOWCA > UKRAINA 2007

UKRAINA 2007
Część I - AŁUSZTA NOCĄ czyli KRYM

Wyprawa na Ukrainę odbyła się w dniach 1-16.09.2007 w składzie Naczelny, Nadzór i Sajgon. Plan podróży dzielił wyjazd po połowie na pobyt na Krymie i w Zagłębiu Donieckim. W jednym i drugim rejonie na stosunkowo niewielkiej przestrzeni zgromadzone są bowiem liczne atrakcje komunikacyjne.

Wyjazd z Warszawy Centralnej nastąpił w piątek 31.08 o godz. 21:35 pociągiem Warszawa – Kijów. Co prawda już na Dworcu Wschodnim postój przeciągnął się 30 minut ponad plan, ale dalsza podróż przebiegała bez zakłóceń, może poza zbyt długą strefą sanitarną podczas przekraczania granicy. W naszym przedziale jechał jeszcze jakiś Ukrainiec, ale całą drogę się nie odzywał.
1.09 sobota
Jedźmy, nikt nie woła

Do Kijowa przyjechaliśmy o 16:26. Od razu udaliśmy się do kas nabyć bilety na Krym. Z wyświetlanych na monitorach informacji wynikało, że na najbliższe pociągi biletów już nie ma. To samo potwierdziła z żalem kasjerka, ale zaproponowała pociąg o 0:48, na który biletów było skolko ugodno (1014 km / 70,30 hrywien / 41,50 zł według ówczesnego kursu sprzedaży).

Po zakupie biletów udaliśmy się zapełnić żołądki w restauracji Szwydko, znanej z wcześniejszych wypraw na Ukrainę. Resztę czasu do wieczora wypadało spędzić na uciechach komunikacyjnych. Najbliższą atrakcją była linia szybkiego tramwaju na Borszczahiwkę. Niestety pętla koło dworca była właśnie remontowana, więc udaliśmy się pieszo do przystanku początkowego na Prospekt Pieremogi. Zakup biletów dobowych w kasie tramwajowej okazał się niemożliwy, bowiem – jak zapewniała kasjerka – dobówki skończyły się. Niemniej solennie obiecała, że jak przyjdziemy jutro to będą, co akurat nas specjalnie nie urządzało.

Wsiedliśmy do tramwaju linii 1K (skład rozsypujących się Tatr T3) i pojechaliśmy do pętli. Powrót zarządziliśmy tą samą drogą, bowiem w tej części miasta - obecnie z powodu remontów funkcjonującej jako trzecia niezależna sieć - wszystkie pozostałe linie były zawieszone. Wysiedliśmy po drodze przy wiadukcie ul. Lepse, aby kontynuować marszrutę linią 14. Po dwóch kwadransach oczekiwania wsiedliśmy w pojedynczą Tatrę, która w ciągu pół godziny dowiozła na do Kontraktowej Płoszczy. Chcieliśmy pojechać stąd do dzielnicy Obołoń, ale stosowny tramwaj w ogóle się nie pojawił. Pojechaliśmy zatem metrem do końcowej stacji Herojiw Dnipra, aby stamtąd wrócić tramwajem. Na miejscu, gdy już na ogromnym skrzyżowaniu w środku wielkiego blokowiska znaleźliśmy niewielką pętlę tramwaju linii 16, okazało się, że o tej porze (było już po 21:00) tramwaj jeździ co 50 minut. Szczęśliwie po 10 minutach przyjechała Tatra oświetlająca sobie drogę (a raczej jedynie zaznaczająca swoją obecność) światłami pozycyjnymi. Dość mocno zdewastowanym tramwajem linii 16 dojechaliśmy do styku z linią 12, gdzie złapaliśmy równie często kursującą linię 11K jadącą do stacji metra Obołoń. Dzięki temu zaliczyliśmy w miarę kompletny kawałek sieci kijowskiej. W osiedlowym supermarkecie zrobiliśmy solidne zakupy na 16-godzinną jazdę pociągiem, po czym wróciliśmy metrem na dworzec.
O godzinie 0:48 wyjechaliśmy z Kijowa w kierunku Symferopola.

Kijów
Tatra T3SU

Kijów
Tatra T3SU

Kijów
Tatra T3SU

Kijów
Tatra T3SU

Kijów
Tatra T3SU
Kijów
Tatra T3SU
2.09 niedziela
Podróży krymskiej początek

Miałem zamiar obudzić się w Dniepropietrowsku, aby zobaczyć słynny imponujący most na Dnieprze, ale sen okazał się silniejszy, co stało się powodem późniejszych docinków ze strony towarzyszy podróży ;-)

Pociąg jechał i jechał. Wbrew pozorom z Kijowa na Krym jest dalej niż do Warszawy. Po drodze mogliśmy podziwiać rozlewiska Dniepru za Zaporożem. Wreszcie o 16:07 zajechaliśmy na dworzec w Symferopolu.

Ruszyliśmy w stronę centrum na poszukiwania noclegu. Nadzór trochę zostawał w tyle, bowiem jego ciągnięta na kółeczkach torba źle współpracowała ze zdewastowanym poradzieckim trotuarem. Po jakiejś półgodzinie marszu dotarliśmy do Hotelu Sportowego przy ul. Żeliabina. Nieco czasu zajęło nam znalezienie wejścia. Okazało się to prostsze niż przypuszczaliśmy. Zapytanie o cenę dało bardzo pozytywny wynik. Za pokój 3-osobowy chcieli 120 hrywien za noc (23,60 zł od osoby). Oczywiście luksusów nie można się było spodziewać. W zasadzie to mieliśmy dach nad głową i węzeł sanitarny. Poza fajnym balkonem z widokiem na stary cmentarz i blokowisko w oddali mogliśmy sobie podziwiać jakość sowieckiego budownictwa. W łazience z sufitu i ścian odpadał tynk, na korytarzu szerzył się grzyb. Ale była też lodówka i telewizor (który włączyliśmy ostatniego dnia tuż przed wyjazdem).

Niewielką resztkę dnia poświęciliśmy na pierwsze zapoznanie się z miastem. Poszliśmy na przystanek trolejbusowy przejechać się Skodą 9Tr. Symferopol bowiem jest ostatnim największym skupiskiem tych trolejbusów, które to nawet do 1973 roku jeździły po Warszawie. Pojechaliśmy sobie linię 10 do pętli Aeroport Zawodskoje, skąd doszliśmy na pętlę 5 do Noworomanowki. Czas oczekiwania na trolejbus powrotny spędziliśmy w lokalnej knajpie na konsumpcji szaszłyków doprawianych jakimś domowej roboty pędzonym octem. Przy okazji staliśmy się sensacją dla knajpianych gości gdy fotografowaliśmy zajeżdżające na pętlę trolejbusy.

Na krańcu stała w rezerwie Skoda 14Tr. Gdy już zrobiło się ciemno i trolejbusy zjeżdżały do zajezdni przyszła niewiadomo skąd kierowczyni, odpaliła trolejbus i ostatnim kursem wróciliśmy do centrum.

Dniepr


Symferopol
Hotel Sportowy

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
szaszłyk

Symferopol
Hotel Sportowy

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 14Tr
3.09 poniedziałek
Jałta i Ałuszta (w dzień)

Od rano słońce piekło niemiłosiernie. Na ten dzień zaplanowaliśmy jedną z większych atrakcji komunikacyjnych Krymu - 86-kilometrową linię trolejbusową z Symferopola do Jałty przez Ałusztę.

Na dworcu trolejbusowym zakupiliśmy w przedsprzedaży bilety na linię 52. Niestety pani w kasie nie była w stanie przewidzieć jaki typ taboru będzie podstawiony. Chcieliśmy jechać starą Skodą 9Tr, ale na 52 ganiają głównie nowsze 14Tr. I taka też nam się trafiła.

Wyjazd z dworca trochę trajtkowi zajął, bo po drodze jeszcze kierowca zabierał spóźnionych łebków, trochę przyblokowały go marszrutki. Ale jak już wyjechał na ulicę to popędził przed siebie. Na miejskim odcinku linia podmiejska ma osobne przewody, więc bez problemu wyprzedzaliśmy inne trolejbusy, a nawet stojące na przystankach busiki.

Trasa do Jałty najpierw wiedzie przez odcinek górski. Trolejbus wspina się na Przełęcz Angarską, po czym następuje szalony zjazd ku morzu do Ałuszty. Od Ałuszty trasa wiedzie w miarę płasko trawersem sporo powyżej morskiego brzegu.

W Jałcie zaliczyliśmy miejską linię 1. Podczas jazdy zatłoczonymi 30-letnimi trolejbusami co chwila z sieci spadały pałąki. Stada marszrutek gdzie tylko mogły zajeżdżały starą Skodę niczym hieny kąsające dogorywającego zwierza.
Z niedowierzaniem dostrzegliśmy jak w 30-stopniowym upale dzieci maszerują do szkoły w czarnych mundurkach. My takiej wytrzymałości nie mieliśmy - po krótkim popasie w dużej ażurowej piwodajni porobiliśmy jeszcze nieco fotek stareńkich trolejbusów i pojechaliśmy z powrotem robić zdjęcia na trasie krymskiego trolejbusu - w Gurzufie i Partenicie. Ostatni kawałek do Ałuszty przemierzyliśmy Skodą 9Tr na brygadzie 39. Za kierownicą siedziała młoda kierowczyni. Co kilka przystanków spadały jej patyki i poirytowana wybiegała trafiać nimi w sieć. Patyki spadły jej też na skrzyżowaniu w Ałuszcie dzięki czemu opuściliśmy trolejbus w miejscu dużo dogodniejszym niż oficjalny przystanek.
W Ałuszcie przejechaliśmy się miejską linią trolejbusową do pętli Zakątek Profesorski, oznaczanej na starych planach jako Zakątek Robotniczy, a zlokalizowanej w pobliżu plaży. Właśnie zbliżał się wieczór i znad morza wracały rzesze wczasowiczów. Na linii tej poza dwoma Skodami 9Tr jeździł też nowy Aviant, w którym na wyświetlaczu elektronicznym pojawiały się od przedsiębiorstwa Krymtrolejbus życzenia bezpiecznej podróży nowoczesnym eksperymentalnym trolejbusem.

W centrum Ałuszty odwiedziliśmy jeszcze nadmorski deptak, którego głównym elementem są szczątki spalonej restauracji oraz brudna kamienista plaża z wejściem za przepustkami. Powrót do Symferopola z głównej pętli okazał się utrudniony, bo jeden kurs wypadł z planu, a na kolejny - realizowany niestety przez 9Tr - było zbyt wielu chętnych. Poszliśmy więc na przystanek przelotowy, gdzie bez problemu dostaliśmy się do jadącej z Jałty 14Tr.

Po półtoragodzinnej jeździe trolejbusem po górach, w totalnych ciemnościach, dotarliśmy na jak zwykle pełen ludzi symferopolski dworzec. Próba zakupu biletu na pociąg za 3 dni spełzła na niczym. Dworcowe kasy co ciekawe nie prowadziły przedsprzedaży. Poinformowano nas, że zajmują się tym kasy kolejowe na ulicy Tołstogo 6, dwa przystanki trolejbusowe od dworca. Z pomocą przechodniów i ekspedientek jednego sklepu stosowna instytucja została przez nas znaleziona. Na parterze jakiegoś bloku mieściły się kasy kolejowe. Wielka powierzchnia hali biletowej z pewnością w swojej historii widziała olbrzymie kolejki po bilety, ale tego dnia tuż przed 21 nie było żywego ducha poza jedną kasjerką. Poprosiliśmy więc o bilety do Gorłowki. Kasjerka nie mogła zrozumieć nazwy stacji, bądź też zwyczajnie nie chciała, ale drogą okrężną skumała, że chodzi o ługański pociąg i stację Horliwka z akcentem na o. Bilety jeszcze były dostępne, ale o płaceniu kartą mogliśmy zapomnieć, mimo kolorowych nalepek na szybie. Jak tłumaczyła kasjerka, bank już nie pracuje, więc o tej porze nie można dokonywać operacji bezgotówkowych. Zapłaciliśmy więc gotówką i spokojni o dalsze losy wyprawy wróciliśmy do hotelu na nocny odpoczynek (bilet Symferopol - Gorłowka: 592 km / 47 hr / 27,70 zł)

Mirza
(...)
Aż tam, gdzie nad mój turban była tylko gwiazda.
To Czatyrdah!
Pielgrzym
Aa!!

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 14Tr

Jałta
nabrzeże

Jałta
Skoda 9Tr

Jałta
Skoda 9Tr

Jałta
Skoda 9Tr

Jałta
marszrutka

Jałta
Skoda 9Tr

Jałta
Skoda 9Tr

Gurzuf
Skoda 9Tr

Gurzuf
Skoda 9Tr

Partenit
Skoda 14Tr

Partenit
Skoda 9Tr

Ałuszta
Skoda 9Tr

Ałuszta
plaża

Symferopol
Skoda 9Tr

Ajudah


Jałta
wódz

Jałta
Skoda 9Tr

Jałta
Skoda 9Tr

Jałta
Skoda 9Tr

Jałta
Skoda 14Tr

Jałta
Skoda 14Tr

Gurzuf
Skoda 9Tr

Gurzuf


Partenit
Bogdan A092

Partenit
Skoda 14Tr

Ałuszta
Skoda 9Tr

Ałuszta
Aviant K12.04

Ałuszta
klub
4.09 wtorek
Kanikuły na Jugie czyli Eupatoria

Krymskie słońce dalej paliło. Trzeba więc było do planu wpleść elementy kanikuły. Na ten dzień zaplanowaliśmy więc wizytę w Eupatorii - kurorcie oddalonym od Symferopola o 80 km, dysponującym ciekawą siecią tramwajową. Aby zdążyć ze wszystkim co zaplanowaliśmy i jeszcze pokąpać się w morzu musieliśmy wyjechać elektrycznym o 7:02, co z uwagi na oddalenie hotelu od dworca oznaczało pobudkę o 5 rano. Niedostatki snu odrobiliśmy w pociągu i o 9:13 zajechaliśmy do Eupatorii. Przed dworcem powitała nas dwukierunkowa katówka kursująca wahadłowo na dwuprzystankowej linii 3, łączącej dworzec z centrum. My jednak ruszyliśmy do centrum pieszo, aby zregenerować po drodze siły w jednej z kawiarń. O tej porze kurort jeszcze spał, więc nieprędko dane nam było skosztować pierwszego tego dnia napoju. Po postawieniu się na nogi solidną kawą i konsumpcji czeburka ruszyliśmy do pętli Gorteatr, by rozpocząć zaliczanie od linii 2, obsługiwanej dwuosiowymi wagonami Gotha.

W mijanym po drodze kinie właśnie grali dwa filmy: Transformiery (Transformers) i Simpsony (The Simpsons).

Rozkład jazdy linii 2 namalowany od szablonu na znaku przystanku dawał do zrozumienia, że jeżeli na linii jeżdżą 4 wagony to kursuje co 18 minut, a jeżeli 2 wagony to co 36 minut. Po odczekaniu ponad 30 minut na horyzoncie zamajaczyły dwa tramwaje. Po jednotorze kolebała się stara Gotha, a za nią niebieska Katówka przerobiona na kawiarnię, kursująca jako linia 5. Wagon wycieczkowy nie zabierał przygodnych pasażerów, bowiem podlegał innej taryfie.
Gotha zajechała na przystanek z mijanką, wypuściła ludzi, motorowa przeszła na drugi koniec wagonu, wpuściła ludzi i pojechaliśmy linią 2 wiodącą przez uzdrowiskową część miasta, cały czas jednotorem z mijankami. Co ciekawe na linii 2 naliczyliśmy kursujące 3 wagony, choć rozkład nie przewidywał takiej opcji. Najpewniej obowiązywał rozkład 4-wagonowy zubożony z jakichś powodów o jedną brygadę.

Po zaliczeniu linii 2 do pętli Mojnaki, gdzie na wspólnym z linią 1 pojedynczym torze następuje zmiana kierunku, uzupełniliśmy konieczne w panującym upale napoje i pojechaliśmy do pętli linii 1 zlokalizowanej za wielkim osiedlem. Na tej oddalonej od cywilizacji pętli, w dawnym budynku ekspedytora też działał sklepik i nawet miał lodówkę.

Zaliczywszy do południa połowę Eupatorii uznaliśmy, że przyszedł czas na nagrodę. Ruszyliśmy na podbój Mołocznego.

Ta oddalona o kilkanaście km od Eupatorii wieś leży 3 km od brzegu Morza Czarnego i w zasadzie jest w wąskich kręgach znana z wielkiego radioteleskopu podsłuchującego co się dzieje w kosmosie i o czym plotkują amerykańscy kosmonauci. Ale nie tylko. Mołoczne ma swoje stałe miejsce na liście miejscowości posiadających sieć tramwajową. Otóż z położonego na skraju wsi pensjonatu po 2-kilometrowej trasie groblą przez bagna i słone jeziora do czarnomorskiej plaży jeździ sobie najprawdziwszy tramwaj. Ma za zadanie dowozić letników do morza.

Z rogatek Eupatorii do Mołocznego zawiózł nas stary ŁAZ-695 napędzany oczywiście metanem. Zanim w samej wsi znaleźliśmy pensjonat i tramwaj musieliśmy kilkakrotnie zasięgnąć języka u miejscowych. Dla lepszego zrozumienia się i wtopienia w tłum, a także dla zniesienia krymskich upałów zdjęliśmy nawet koszulki. W końcu trochę okrężną drogą dotarliśmy do przystanku przy pensjonacie pełni wątpliwości czy cała ta zabawa w ogóle funkcjonuje. Ku naszemu zachwytowi tramwaj właśnie z łoskotem nadjeżdżał od strony morza. Dwa wagony Gotha pomalowane były na niebiesko z elementami morskimi. Z wagonów wysypała się gromada skąpo odzianych letników i już chcieliśmy zająć ich miejsca, gdy usłyszeliśmy, że teraz przez 1,5 godziny tramwajczik nie będzie jeździł bowiem w pensjonacie jest przerwa obiadowa. Niewiele dumając postanowiliśmy wykorzystać ten czas na kąpiel. Ruszyliśmy z buta do plaży. Plaża dla gości pensjonatu była ogrodzona i strzeżona, ale zaraz obok była taka sama, tylko trochę brudniejsza. Za to morze identyczne. Przez kolejną godzinę nie wychodziliśmy z wody (Nadzór wszedł tylko do kolan i zbierał muszelki) i pewnie siedzielibyśmy tam dalej, gdyby nie widok dwóch pantografów przesuwających się za wydmami. Widocznie kuracjusze uwinęli się z obiadem szybciej i tramwajczik znowu jeździ. Wyskoczyliśmy z wody jak oparzeni i pobiegliśmy w strojach plażowych na przystanek trzaskać zdjęcia. Czynność tę powtarzaliśmy jeszcze przy następnych kursach tramwaju i wciąż obiecywaliśmy sobie, że następnym kursem już wracamy, ale urok kąpieli w ciepłym morzu u stóp radioteleskopu był silniejszy nawet od potrzeby zaliczenia całej Eupatorii.
W końcu jednak udało się nam zdyscyplinować i kolejnym kursem pojechaliśmy do „pętli Pensjonat”. Ponieważ jechaliśmy w drugim wagonie, a konduktorka (!) była w pierwszym, więc przejechaliśmy na gapę. Dlatego po zakończeniu jazdy szybko pobiegliśmy do 1 wagonu zakupić bilety. Motorowy z żalem oznajmił, że konduktorka już pobiegła do pensjonatu, ale jeszcze zaczął za nią wołać: „Aleksiejewna! Giermancy prijechali!” Aleksiejewna zawróciła i sprzedała nam stosowną ilość biletów na tramwaj w Mołocznym.

Aby wrócić do Eupatorii ustawiliśmy się wraz z innymi ludźmi na skrzyżowaniu w centrum wsi. Po kwadransie przyjechały z różnych stron dwa PAZ-y z napisem Eupatoria. Pierwszego ludzie zignorowali, ruszyli do drugiego, a my razem z nimi. Wybór był słuszny. W Eupatorii przejechaliśmy całą trasę głównej linii 1 obsługiwanej katówkami ze względu na pętle na obu końcach. Pozostała nam do zaliczenia jeszcze jedna ciekawostka - linia 4. Linia ta wiedzie po jednym torze bez pętli od końcówki 1 do przystanku Nowa Plaża. Czynna jest tylko w sezonie. Na zimę ponoć zdejmowana jest nawet sieć trakcyjna.

Linię 4 obsługiwała dwukierunkowa Katówka - wynalazek miejscowych inżynierów - zwykłe KT4 z drzwiami po jednego stronie, ale z tyłu ma drugą kabinę motorowego.

Na krańcu Nowyj Plaż znaleźliśmy stołową czyli stołówkę. Kąpiel w morzu zaostrzyła nam apetyty, więc zachęcani przez miłą obsługę przystąpiliśmy do konsumpcji miejscowych specjałów takich jak solianka czy pierec. Dodatkowo Sajgonowi wpadła w oko jedna kelnereczka czytająca w kącie książkę, ale ze względu na nikłą znajomość języka nie mógł nawiązać z nią żadnego kontaktu, przez co popadł w depresję i nie odzywał się przez kolejną dobę.

Nadszedł czas powrotu. Tramwajami 4, 1 i 3 wróciliśmy na dworzec. Zakupiliśmy jeszcze kilka pirożków i wsiedliśmy do jednostki ER1 odjeżdżającej o 19:13 do Symferopola.

W Symferopolu byliśmy o 21:02. Przyszło nam do głowy podjechać do hotelu trolejbusem, ale po odstaniu kwadransa na przystanku i przepuszczenia kilkunastu marszrutek darowaliśmy sobie ten pomysł.

Nocy wschodnia! ty na kształt wschodniej odaliski
Pieszczotami usypiasz, a kiedym snu bliski,
Ty iskrą oka znowu budzisz do pieszczoty.

Eupatoria
KT4SU

Eupatoria
KT4SU

Eupatoria
Gotha T57

Eupatoria
Gotha T57

Eupatoria
KT4SU

Eupatoria
schemat sieci

Eupatoria
ŁAZ-695

Mołoczne
Gotha T57+T59

Mołoczne
Gotha T57+T59

Mołoczne
Gotha T57+T59

Mołoczne
Gotha T57+T59

Eupatoria
PAZ-672

Eupatoria
KT4SU

Eupatoria
KT4SU

Eupatoria
Gotha T57

Eupatoria
Gotha T57

Eupatoria
KT4SU-cafe

Eupatoria
KT4SU

Mołoczne
supertajny obiekt

Mołoczne
"rozkład jazdy"

Mołoczne
Gotha T57+T59

Mołoczne
Gotha T57+T59

Mołoczne
Gotha T57+T59

Eupatoria
KT4SU
5.09 środa
Pod czujnym okiem Floty Czarnomorskiej czyli Sewastopol

Rano podobny scenariusz. Elektriczka do Sewastopola miała odjechać o 7:15, ale spóźniła się pół godziny. Czekając na nią obserwowaliśmy jak symferopolski dworzec radzi sobie z 19-wagonowymi pociągami przywożącymi tu kilka razy na godzinę tysiące pasażerów. Robi wrażenie.

W elektrycznym do Sewastopola nikt się nie nudził. W pociągu panował nieustanny bazar. A to ktoś zaśpiewał piosenkę, a to zagrał na harmoszce, a to miał do sprzedania jakieś książki albo ręczniki i inne badziewiaste szmatki, można było też napić się kawy albo herbaty. I tak przez dwie godziny, z 5-minutową przerwą na z góry ustalone przejście milicjanta, który udawał że pilnuje porządku.

Sewastopol ma do zaoferowania jedynie sieć trolejbusów. Większość taboru to rosyjskiego Ziutki. Sieć linii jest dość rozbudowana, a samo miasto jest niesamowicie położone na wzgórzach przecinanych głębokimi wąwozami schodzącymi do morza. W jednym z takich wąwozów schowana jest stacja kolejowa. W mieście stacjonuje też rosyjska marynarka wojenna, co jest wciąż solą w oku ukraińskich władz.

W niemiłosiernym upale zaliczyliśmy linię trolejbusową 1 do ul. Chruliewa, potem linię wspinającą się z Małachowskiego Kurhanu na ul. Gorpiszczenko, w rejon Zajezdni nr 2, skąd pokonując w spiekocie jeden z głębokich wąwozów przeszliśmy do Prospektu Pobiedy i po zrobieniu serii malowniczych zdjęć z morzem na horyzoncie zjechaliśmy do centrum. Tutaj złapaliśmy 10 i po 40 minutach jazdy przez miasto zajechaliśmy na pętlę Kamyszowaja Buchta. Stąd jeszcze pojechaliśmy 18 do pętli przy zajezdni, gdzie 32 minuty w upale oczekiwaliśmy na kolejny kurs, który nas z tego pustkowia zabrał.

Dalsza eksploracja sieci przebiegała już coraz gorzej. Dojechaliśmy jeszcze 6 do Strieleckiej Buchty i chcieliśmy przedostać się 2 na południowy koniec miasta, na tzw. 5. Kilometr. Po blisko godzinie czekania wróciła ta sama 6 którą przyjechaliśmy (według rozkładu miała jeździć co 10 minut, a jeździły tylko dwa trolejbusy co pół godziny). Dwójka w ogóle się nie pojawiła, zamiast niej co 5 minut odjeżdżały marszrutki.

Wróciliśmy szóstką do centrum, zrobiliśmy drobne zakupy w księgarni i uznaliśmy, że nasz wysiłek nie przekłada się na skuteczne zaliczanie sieci, więc pora wracać do Symferopola pociągiem o 17:35.

Porobiliśmy jeszcze zdjęcia na zjeździe trolejbusowym do dworca, zrobiliśmy zakupy w sklepie z pamiątkami i wsiedliśmy do elektriczki. W czasie dwugodzinnej jazdy obsługa pociągu dla ułatwienia sobie życia wprowadziła ciągłą strefę sanitarną i nie otworzyła toalet. Na szczęście mieliśmy klucz kwadratowy, więc skróciliśmy cierpienia pasażerów.

W Symferopolu wtrąbiliśmy lokalne żarcie w postaci samsy i żarkogo. Na ostatnią noc na Krymie zrobiliśmy ekstra zakupy. Impreza na hotelowym balkonie w kolejną gorącą noc przeciągnęła się do późnych godzin. W międzyczasie konieczna była powtórna wizyta w sklepie sieci Fokstrot. Sajgonowi udało się zapomnieć o swojej śliczności z Eupatorii. Może dlatego, że od tamtej pory wypatrzył już kilkanaście kolejnych kandydatek na żony. Obiecaliśmy mu, że w razie czego wyprawimy mu Wielkie Krymskie Wesele i będziemy do niego przyjeżdżać na wakacje ;-)

Rozchodzą się z dżamidów pobożni mieszkańce,
Odgłos izanu w cichym gubi się wieczorze,
Zawstydziło się licem rubinowym zorze,
Srebrny król nocy dąży spocząć przy kochance.

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682+JuMZ-T2

Sewastopol
Ikarus 260

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
ZiU-682

Sewastopol
Ikarus 280

Sewastopol
MAZ-104

Sewastopol
Bogdan A092

Sewastopol
ZiU-682
6.09 czwartek
Symferopol

Zanim pożegnaliśmy się z przeuroczym gorącym Krymem do wieczora jeździliśmy trolejbusami po Symferopolu. Też nie było łatwo. O ile część linii funkcjonowała w miarę dobrze (na 3 i 7 jechaliśmy nawet przegubami), to np. na 13 jeździł tylko jeden trolejbus, który w dodatku zaginął w akcji i spod zajezdni musieliśmy w upale wracać kilka kilometrów do miasta.

Przy pętli o nazwie Pneumatyka lub Rynek Bałakławski wstąpiliśmy do hali targowej. Zakupiłem sobie kilka małych ostrych papryczek. Od sympatycznego sprzedawcy dostałem gratis drugie tyle. Odtąd moje podróżne posiłki nabrały niewyobrażalnego kolorytu ;-)

Symferopolskie trolejbusy swój urok zawdzięczają głównie taborowi który stanowią 30-letnie Skody 9Tr. Zdjęciom nie było końca, choć kilkakrotnie przechodnie na ulicy wyzywali nas od szpiegów i pouczali, że nie wolno robić zdjęć trolejbusom.

Nawiązaliśmy kontakt sms-owy ze znajomymi przebywającymi we Lwowie. Raportowali, że na drugim końcu Ukrainy zaczęła się już jesień - mieli 16 stopni i deszcz. Tymczasem u nas temperatura nie spadała poniżej 30.

Udało nam się zaliczyć praktycznie całą sieć trolejbusową Symferopola, łącznie z wybiegającą daleko za miasto linią do Lotniska.

O 17:38 odjeżdżał nasz pociąg, którym opuszczaliśmy to cudowne miejsce.
Pociąg relacji Symferopol - Ługańsk wiózł oczywiście komplet. W środku było niesamowicie gorąco i wszyscy byli porozbierani jak do rosołu. Dopiero po odjeździe i uchyleniu kilku okien temperatura w płackarcie nr 12 zaczęła przyjmować humanitarne wartości, przy których można już założyć koszulkę bez ryzyka zagotowania się. Po jakimś czasie można już było zjeść kolację (oczywiście z papryczką) i zacząć myśleć o spaniu.

Symferopol
Skoda 15Tr

Symferopol
Skoda 14Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Aviant K12.03

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
PAZ-3205

Symferopol
Skoda 15Tr

Symferopol
Ikarus 280

Symferopol
JuMZ-T1

Symferopol
Aviant K12.03

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Skoda 9Tr

Symferopol
Otoyol
ciąg dalszy (Donbas)...

 


© PRZEGUBOWIEC 1998-2008